48) Dlaczego opowiedziałam Wam o Welinie.
07 października 2007, 18:16 skomciuj (8) – Dlaczego nie opowiedziałeś mi o Welinie? – pyta.
– Bo to jedna wielka kupa gówna – mówi Finnan. – Pieprzona mrzonka. Rzeczywistość jest tutaj i teraz, a reszta to… dym i lustra. Mowa jest prawdziwa, ale Welin to tylko… mit.
Tym cytatem z aktualnie podczytywanej przeze mnie książki pragnę rozpocząć nową nocię wybudzającą blogasqa z kolejnego już letargu. Pragnę także oświadczyć wszem i wobec, że kupa gówna to nie mit.
Kupę gówna ujrzałam bowiem przez okno w mieszkaniu w Krakowie, gdym do tegoż miasta powróciła celem dalszego zdobywania wyższego wykształcenia. Żeby jedną kupę. To mnóstwo kup było, i to w kilkunastu kupach. W wersji hardkorowo przyschniętej lub też w wersji wonno-żywotnej – do wyboru, do koloru. W wersji zdecydowanie rozszerzonej w stosunku do wersji dostępnych u sąsiadów.
Gołębie. Wiem, że też je kochacie.
Balustrada, płytki, parapet. Wszystko upstrzone tym samym. Gdzieniegdzie porzucone piórko, to tak na wypadek, gdybym nie była w stanie rozkminić kto też tam tak narobił.
Wyszło tak, że gołębie narobiły, a my z Carolem się narobiłyśmy. Dopiero po tygodniu wszakże, gdyż świeżo po przybyciu do Krakau nie dysponowałyśmy odpowiednimi narzędziami. Ale dziś miałam już zacną skrobaczkę, więc.
Zeskrobałam ten mit, ten Welin, ten dym i te lustra. Otoczona żarłocznymi muchami, starająca się nie oddychać przez nos, nachylałam się nad kupami kup i odrywałam je od podłoża. Następnie wpychałam je na zmiotkę, choć przyznać się muszę, że część poleciała nolens sed casu z trzeciego piętra na porządny parter. Nikt nie przechodził tamtędy na szczęście. Chyba. A potem wraz z Carolem stwierdziłyśmy, że lepszy mop w garści niż gołębie gówno na balkonie. Szmatka też niczego sobie.
A zatem trzy etapy: zeskrobywanie, zamiatanie i pucowanie. Do tego mnóstwo wymieniania czarnej wody skrytej w wiadrze na wodę półprzezroczystą, przeklinania i obiecywania sobie, że od teraz co tydzień będzie się czyściło balkonik.
To się nazywa demitologizacja. Nigdy w życiu nie karmiłam gołębia. I wiem, że nigdy nie nakarmię. I Was też o to proszę.

Eugenio Recuenco, Phideaux, seminarium magisterskie z prawa autorskiego! *____*
